Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest ndz, 19 kwietnia 2026 11:28:39

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 7814 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41 ... 521  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 25 marca 2009 16:27:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Miki pisze:
niektóre rozwiązania i wątki odstręczyły od samej powieści, i miałem pretensje do jej autora, że na siłę stara się szokować
to ja nie pamietam tych fragmentów chyba :roll:
Miki pisze:
ja mogę sobie przeczytać "Dżumę" i "Mszę za miasto Arras".
o właśnie

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 25 marca 2009 18:38:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 24 grudnia 2006 13:39:00
Posty: 288
Udało mi się wreszcie dokończyć Clerks. Męczące. Przerywałem dwa razy. I albo to nie kino dla mnie, albo ja nie rozumiem, dlaczego ten film jest określany mianem "kultowego".


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 25 marca 2009 19:08:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
marecki pisze:
widziałbym tu bardziej bliskość niezbadanych wyroków Boskich niż totalitaryzmu

też na to zwróciliśmy uwagę, ale ten wątek w ogóle nie był pociągnięty w filmie. w ogóle metafizyka, która aż by się tu narzucała jest nieobecna. a tej u Camusa jest mnóstwo, zadaje pytania.
a jak się kończyła książka?

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 25 marca 2009 22:57:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
natalia pisze:
a jak się kończyła książka?
o ile dobrze pamiętam to zaraza cofa się właściwie bez wyraźnego powodu, co raczej pogłębia domysły wyroku czy też wręcz kaprysu Boga

natalia pisze:
w ogóle metafizyka, która aż by się tu narzucała jest nieobecna. a tej u Camusa jest mnóstwo, zadaje pytania.
metafizyka, egzystencjalizm - w książce to jest, jeżeli film tego pozbawiono to mógł wyjść niezły gniot :?

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 27 marca 2009 23:49:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
..na TCM leci właśnie Bonnie and Clyde ....super babka ( Faye Dunaway) super film
ps. jak będę dorosły to też zostanę bandytą

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 28 marca 2009 12:51:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
wczoraj całkiem dobry węgierski film animowany "Dzielnica". Southparkowe podejście do świata, świętości i poprawności politycznej, inny całkiem sposób rysowania, niestety puszczone tak późno, że pod koniec przysypiałem

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 28 marca 2009 13:45:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
elrond pisze:
..na TCM leci właśnie Bonnie and Clyde ....super babka ( Faye Dunaway) super film
ps. jak będę dorosły to też zostanę bandytą

hehe :piwo:


Peregrin Took pisze:
Reżyser "Godzin" reżyserował "Revolutionary Road".

kurde.. a nie reżyser American Beauty? :shock: to mi też się wszystko pokiełbasiło.

Tymczasem spoilerów do Revolutionary Road ciąg dalszy.

KoT pisze:
rzecz jednak w postawie April...

o nie nie nie nie chwileczkę! bardzo przepraszam, ale to ON zdradził, a ONA pierwsza wyciągnęła rękę, ona przypomniała sobie, kim dla siebie są, i bez tego jej otwarcia się, bez schowania swojego "ja" całkowicie do kieszeni i jakże odważnego stanięcia wbrew utrwalonym przez nijakie lata przyzwyczajeniom - niczego by nie było.
Kiedy na spacerze w lesie ten niby wariat mówi Leonardowi, że "fajna ta twoja dziewczyna", to wręcz nie mógłbym bardziej się z nim zgodzić (i to wcale nie dlatego, żę to Kate Winslet ;-)). Oczywiście - potem to ona bardziej zawiniła, że się sypnęło, to ona nie wytrzymała, nie umiała zmienić czegoś w swoim myśleniu, może zabrakło jej jakiegoś punktu podparcia, korzenia. Ale to potem.
Najpierw wszystko dobre, co się stało, wynikło z jej ruchu i dlatego Twoje słowa, KoCie, wydają mi się głęboko niesprawiedliwe!

Z kolei:

KoT pisze:
skąd miałoby się brać to szczęście... rzecz w tym, że ten film jest o gonitwie za ułudą szczęścia... skoro nie było im dobrze ze sobą tu i teraz to dlaczego miałoby być im dobrze potem tam...

ale jak to?! przecież przez te miesiące naprawdę byli szczęśliwi! jaka to ułuda? to tak, jakbyś powiedział, że szczęście okresu narzeczeństwa to ułuda, bo dopiero potem jest prawda, jak trzeba prać skarpetki.
Ich czas po decyzji jechania do Paryża był jak powrót do narzeczeństwa, oni się na powrót w sobie zakochali, a takie zakochanie się osób, które mają już wiele za sobą, i to niedobrego, to nawet wydaje mi się o wiele głębsze, niż to pierwsze narzeczeństwo! To było bardzo autentyczne szczęście, które stało się ich udziałem.

Kłopot wziął się z tych brudnych skarpetek, że tak powiem: jeżeli ludzie po błogim narzeczeństwie myślą, że do końca życia tak będzie, i zapierają się nogami i rękami, żeby było, to zapewne wyjdzie z tego jakieś nic... a oni (i tu rzeczywiście widzę jej "winę") uchwycili się pomysłu z Paryżem, jak tej sielanki narzeczeńskiej, i chcieli żeby to trwało niezmiennie na zawsze... takie faustowskie zatrzymanie chwili.... to się nie da - i to pogrzebało April, bo ona najbardziej nie chciała zobaczyć, że to utrudnienie, które wydawało się kłaść im kłodą pod nogi, że je też można przekuć na szczęście, jak wszystko.
Tu więc zgadzam się z Tobą, że:

KoT pisze:
to szczęście było w zasięgu ręku nawet tu i teraz... tylko trzeba było to dostrzec...

Oczywiście - bo istotą ich szczęścia nie było to, czy mieszkali w Paryżu, czy w Ameryce, a nawet to, czy Leonardo będzie pracował w takim miejscu czy innym, tylko to, że przypomnieli sobie, że się kochają i są dla siebie nawzajem centrum świata. Centrum ich świata było tam, gdzie oni byli, a nie w Paryżu czy na Revolutionary Road - i to wydaje mi się w ogóle najbardziej uniwersalną prawdą wypowiedzianą w tym filmie.

Przy okazji gwoli ścisłości chcę zaprotestować, że:

KoT pisze:
Frank dostał wreszcie super robotę, która była dla niego ciekawa (czyli to czego chciał, to w imię czego mieli wyjechać do Paryża)

jak tak, skoro nie! przecież dostał właśnie beznadziejną robotę od tego buca, z którego wcześniej tak fajnie się śmiał! dostał tylko o wiele lepiej płatną robotę, którą zapewne mógł przyjąć i traktować jako środek utrzymania rodziny, podczas gdy celem pozostała by rodzina, tak jak miało to być w Paryżu. Może byłoby mu trudniej (przypuszczalny brak czasu), ale jak by się uparł, to by się udało. Jak pisałem wcześniej - istota rzeczy nie leżała w tym, jaką pracę będzie miał (i tego niestety nie zrozumiała do końca April).

Chociaż mi o wiele bardziej podobało się - jako potencjalny ciąg dalszy ich losu - zdanie wypowiedziane przez tego niby wariata, że "przecież w Europie ludzie też rodzą dzieci", i jak Leonardo powiedział mądralowym głosem, że "it's not advisable, żeby mieć dzieci, jak się nie ma na to środków", to miałem ochotę mu jebnąć w ryj. April była głupia, że nie umiała dostrzec, gdzie tkwi ich szczęście, ale on dał się tak na powrót skisić przez "głos rozsądku", że żal mi dupę ścisnął :-(

Wydaje mi się - podsumowując - że:
- to, co Frank i April osiągnęli po decyzji o Paryżu było jak najbardziej autentycznym szczęściem
- mogli to szczęście utrzymać za cenę cięższej harówki (czyli gdyby Frank przyjął intratną popozycję i by zostali)
- mogli to szczęście utrzymać za cenę znacznego obniżenia standardu życia (gdyby jednak wyjechali)
- przegrali, bo ... oboje się przestraszyli i na powrót odwrócili od siebie. Banalnie to brzmi, ale chyba właśnie strach ich pogrążył.

Strasznie to smutny film, ale słusznie bardzo zauważyliście, że zupełnie nie ma tego placozbawicielowego wydźwięku, że wszystko się spaprało, bo musiało. Dla mnie nieocenione jest właśnie to ich ponowne zauważenie się po latach.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 29 marca 2009 11:30:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 16:08:21
Posty: 6017
Skąd: przychodzi, tego nie wie nikt
Budyń pisze:
wczoraj całkiem dobry węgierski film animowany "Dzielnica". Southparkowe podejście do świata, świętości i poprawności politycznej, inny całkiem sposób rysowania, niestety puszczone tak późno, że pod koniec przysypiałem

O, a ja na tym byłem w kinie i pamiętam, że strasznie zjechałem ten film w pewnym zinie ;)
Sposób rysowania rzeczywiście oryginalny i ciekawy, kilka fajnych tekstów i motywów, ale to wszystko. Naprawdę Ci się podobało?


Ja wczoraj oglądałem 'Dziewiątą kompanię'. Film rzeczywiście rusza :shock: Nie jest moim zdaniem jakiś wybitny, ale na pewno wart obejrzenia. Co dla mnie ciekawe, że Rosjanie podeszli krytycznie do tej rzeczywistości. No i to nagłe przejście z wrogości w braterstwo. Myślę, że film zasługuje na ****.

_________________
www.dtrecords.pl - Dobry Towar Records (Spirit of 84, Malchus, cdn...)
www.backstageshop.pl - płyty, koszulki, książki, itd.

"Jak mamy tu coś zwojować skoro między jedną siatką, a drugą jest przerwa na piłkę?"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 29 marca 2009 11:32:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
podobało mi się naprawdę.

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 29 marca 2009 19:59:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 19 listopada 2004 15:47:56
Posty: 11954
Wczoraj w kinie - "Popiełuszko - wolność jest w nas" - bardzo mi się podobało.

_________________
The Roots of Pangea na YouTube
Duszą Malowane obrazy


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 30 marca 2009 08:20:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 11:17:46
Posty: 4960
Skąd: Biadacz
Crazy pisze:
to ON zdradził, a ONA pierwsza wyciągnęła rękę, ona przypomniała sobie, kim dla siebie są, i bez tego jej otwarcia się, bez schowania swojego "ja" całkowicie do kieszeni i jakże odważnego stanięcia wbrew utrwalonym przez nijakie lata przyzwyczajeniom - niczego by nie było.

kto pierwszy zdradził nie ma moim zdaniem żadnego znaczenia... zdradzili się nawzajem...

Crazy pisze:
Najpierw wszystko dobre, co się stało, wynikło z jej ruchu i dlatego Twoje słowa, KoCie, wydają mi się głęboko niesprawiedliwe!

Pamiętaj, że że wszystko wokoło krzyczy, że ten pomysł jest nieracjonalny (pewnie w zamyśle tego kto nadał tytuł rewolucyjny)... Sam Frank na dzieńdobry tak to traktuje... tyle że z tego pomysłu zrodziło się w nich coś dobrego... i to jest zasługą April, której nie sposób jej odebrać i nie to było moją intencją gdy pisałem, że jej postawa jest problemem... chodziło mi o postawę jak pojawiły się inne opcje do rozważenia... wtedy nie potrafiła ich do siebie dopuścić... Znudzona kura domowa niespełniona zawodowo i artystycznie rzuca szalony pomysł... Frank się podpala i tak się to wszystko zaczyna... tego April nie odbieram...

Crazy pisze:
To było bardzo autentyczne szczęście, które stało się ich udziałem.

Zgadza się... żyli marzeniami o Paryżu... takie życie marzeniami samo w sobie nie jest złe - daje szczęście (rzeczywiście - masz rację na ten moment najprawdziwsze z prawdziwych), rzecz w tym, że prawdziwe szczęście oparte na takim fundamencie rozleci się jak domek z kart, co się właśnie w ich przypadku stało... warunkiem szczęścia stał się dla April wyjazd z zadupia za jakie miała swoje sąsiedztwo - synonimem wyrwania się z tego z czym jej źle... Tymczasem szczęście miało im dać (zgodnie z tym co ona mówiła zostawienie pracy której Frank nie lubi i znalezienie przez niego jakiejś sensownej... a ona miała na tym ołtarzu łożyć swoją ofiarę w postaci pracy sekretarki w jakiejś agencji rządowej (nie uwierzyłbyś ile w europie za to płacą)

Crazy pisze:
Centrum ich świata było tam, gdzie oni byli, a nie w Paryżu czy na Revolutionary Road - i to wydaje mi się w ogóle najbardziej uniwersalną prawdą wypowiedzianą w tym filmie.

problem w tym, że April tego nie dostrzegła. bo ona była już w Paryżu i o tą ułudę mi chodziło... nawiasem mówiąc wydaje się że Frank do tej prawdy dojrzał...

Crazy pisze:
dostał tylko o wiele lepiej płatną robotę, którą zapewne mógł przyjąć i traktować jako środek utrzymania rodziny, podczas gdy celem pozostała by rodzina, tak jak miało to być w Paryżu.

tu nie ma zgody...
przypomnij sobie scenę śniadania - jak on rysuje dla April na kartce tłumacząc jej o co chodzi w jego pracy... on jest nią zainteresowany jako ciekawą - komputery ! podczas gdy April już nie ma...
i druga ważniejsza rzecz - o ile może jego celem była rodzina to ona myślała już tylko o sobie... kolejne dziecko było dla niej tragedią życia...

Crazy pisze:
- przegrali, bo ... oboje się przestraszyli i na powrót odwrócili od siebie. Banalnie to brzmi, ale chyba właśnie strach ich pogrążył.

i to znaczy, że nie potrafili znaleźć szczęścia tam gdzie ono było... a właściwie to chyba bardziej ona niż on... dla niej warunkiem szczęścia była obietnica wyjazdu i zaczęcia od nowa... bez tego była nieszczęśliwa... i to jest właśnie ułuda o której pisałem wyżej... nie potrafią sie ucieszyć nową ciekawą pracą męża, perspektywą ponownie przeżywanego macierzyństwa... to wszystko mogłoby jej dać szczęście ale w Paryżu, a nie na Rev. road.

rzecz w tym, że wszystkie warunki szczęścia (jakie legły u podstaw decyzji o wyjeździe zostały spełnione, a zrodził się z tego dramat...

Pooglądałem Gran Torino - świetny film... Clint Eastwood jest jak wino... jego aktorstwo to nic w porównaniu z tym jak się sprawdza w roli reżysera... Nie mogę pojąć dlaczego wszystkie notki i recenzje tego filmu kładą nacisk na problem rasizmu... porażka po prostu...

pozdro...
KoT


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 30 marca 2009 08:30:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 21599
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
A ja w łikend oglądałem "Dziewiątą Kompanię", która z miejsca wskoczyła do pierwszej dziesiątki mojego rankingu filmów wojennych. Dobrze pokazany "duch radzieckiej armii" w latach schyłkowych, a jednocześnie zero patosu, teatralności. Finałowa potyczka w pozbnawiona jest typowego hollwoodzkiego "dramatyzmu" polegającego na tym, że bohaterowie umierają we "właściwej kolejności", ale zanim umrą wygłaszają jeszcze jakieś patetyczne przemówienie, lub przynajmniej rozdzierające serce zdanie. Tu wygląda to znacznie bardziej realnie. Kto dostaje kulkę, ten ginie i kropka, a przeżywa wcale nie ten, który wydawał się być głównym bohaterem.
Poza tym z bardzo dobrze odtworzono realia: mundury, sprzęt etc.
Bardzo dobry film...


...chociaż ruski :P

Zdrówka życzę

_________________
Sometimes good guys don't wear white


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 30 marca 2009 08:58:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 24909
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Crazy pisze:
a nie reżyser American Beauty?

Taaa... Każdy coś popieprzył.
Stephen Daldry -> Godziny, The Reader
Sam Mendes -> American Beauty, Revolutionary Road.

Za dużo tej Winslet, stąd pomyłki. :wink:

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 30 marca 2009 12:10:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Peregrin Took pisze:
Crazy napisał:
a nie reżyser American Beauty?

Taaa... Każdy coś popieprzył.
Stephen Daldry -> Godziny, The Reader
Sam Mendes -> American Beauty, Revolutionary Road.

o własnie sam się juz zgubiłem i przed chwilą odpaliłem wiki :wink:

co do filmu samego i dyskusji Krejziego z KoTem

co do ułudy szczęścia to bliżej mi to do zdania KoTa, to była od początku ułuda, to ich szczęście, które pojawiło się w momencie decyzji o wyjeździe było od początku oparte na mało realnych podstawach i oczywiście dawało chwilę szczęścia ale było też w tym coś złowrogiego, że to tylko ułuda i że skończy się bardzo boleśnie. Tak jakby to "szczęście", które znaleźli nie wypływało z nich nawzajem a tylko z perspektywy Paryża.
Natomiast co do pracy Leosia to tu zdecydowanie bliżej mi do interpretacji Krejziego. Ta praca przede wszystkim była pokusą finansową. Ten jego entuzjazm wobec niej dla mnie był mocno nienaturalny. Z tym, że on sam w tamtym moencie mógł byc święcie przekonany o swoich racjach ale to była znów ułuda, że znalazł nowe szczęście...



Za to wczoraj po raz pierwszy po wielu latach Pociąg Kawalerowicza. Fascynujące!!! :D

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 30 marca 2009 12:21:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 11:17:46
Posty: 4960
Skąd: Biadacz
marecki pisze:
Natomiast co do pracy Leosia to tu zdecydowanie bliżej mi do interpretacji Krejziego. Ta praca przede wszystkim była pokusą finansową. Ten jego entuzjazm wobec niej dla mnie był mocno nienaturalny. Z tym, że on sam w tamtym moencie mógł byc święcie przekonany o swoich racjach ale to była znów ułuda, że znalazł nowe szczęście..

bo Frank sam nie wiedział co chce robić... nie miał żadnej alternatywy dla swojej pracy... zapytany przez kumpla co on będzie robił odpowiada, że siedział, myślał, rozważał czy coś w tym stylu... myślę, że to taki "polski" typ osobowości - co by nie robił szybko się znudzi i będzie narzekał... ale czy jego opowiadanie o pracy przy śniadaniu był autentyczny, czy raczej oznaczał "wszystko będzie dobrze, nie martw się" tego nie jestem pewien...
ale w świetle tego propozycja April byłą jeszcze bardziej nierealna... zwłaszcza biorąc pod uwagę, że ona z miejsca miała dostać tą swoją robotę (niby dlaczego ? skoro nawet to czego się uczyła jej nie wychodziło)...

pozdro...
KoT


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 7814 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41 ... 521  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group